Pole

Wizyta na farmie pod Lublinem

Lubelszczyzna, godzina szósta rano. Słońce dopiero przebija się przez mgłę zalegającą w dolinie nad Bystrzycą. Wsiadam do auta i jadę na pole, na którym za kilka tygodni rozpocznie się żniwo — najważniejszy moment w roku dla każdej polskiej farmy konopnej.

Andrzej Kowal i jego 32 hektary

Spotykam się z Andrzejem Kowalem na obrzeżach jego gospodarstwa. To trzecia co do wielkości farma konopi włóknistych w Polsce — 32 hektary upraw certyfikowanej odmiany Białobrzeska. "U nas konopia rośnie od trzech pokoleń," mówi Andrzej, "tylko że dziadek robił z niej powrozy, ja robię ekstrakty."

Białobrzeska to klasyczna polska odmiana konopi włóknistych, wpisana do unijnego rejestru roślin uprawnych. Charakteryzuje się niską zawartością THC (poniżej 0,2%) i wysokim plonem nasion oraz słomy. Andrzej hoduje ją głównie pod ekstrakcję CBD — ale również pod nasiona jadalne i włókno do tekstyliów.

Cykl wegetacji

Konopie sieje się w Polsce zwykle pod koniec maja, gdy ziemia rozgrzeje się do 12°C. Roślina rośnie błyskawicznie — od 4 do 5 metrów wysokości w sezonie. Andrzej pokazuje mi pole, na którym widać już wyraźny dymorfizm: rośliny męskie zaczęły kwitnąć i wytwarzać pyłek, żeńskie skupiły wszystkie zasoby w pąkach i nasionach. "Pierwszy zbiór za trzy tygodnie. Drugi — w połowie września, jak nasiona dojrzeją całkowicie."

Suszarnia jak laboratorium

Po polu trafiamy do hali suszarniczej. Pomieszczenie wielkości dwóch supermarketów, klimatyzowane do 22°C i 55% wilgotności. "Suszenie to 80% jakości końcowego produktu," tłumaczy Andrzej. "Jeśli zbierzesz świetny surowiec i źle go wysuszysz, masz spalony towar." Konopia jest tu zawieszana na rzędach drucianych ram, a powietrze cyrkuluje przy pomocy 14 wentylatorów ustawionych w specjalny układ. Zbyt szybkie suszenie zamyka terpeny pod skorupą; zbyt wolne — pozwala rosnąć pleśniom.

Próbujemy z Andrzejem pierwszej małej partii z poprzedniego sezonu. Zapach przypomina mi siano z dzieciństwa, z lekkim odcieniem cytrusowym. "To limonen — zawsze pierwszy ucieka jak susz pójdzie do worka. Dlatego u nas pakuje się szczelnie po 24 godzinach od zważenia."

Co po suszeniu

Susz jedzie z farmy do partnerskiej manufaktury w Lublinie, gdzie kannabinoidy są ekstrahowane przy pomocy CO₂ w stanie nadkrytycznym — najczystszej technologicznie dostępnej metody, bez rozpuszczalników organicznych. Z każdej partii surowca pobierany jest egzemplarz do laboratorium ISO 17025: oznaczanie CBD, CBG, CBN, THC, plus testy na metale ciężkie i 27 pestycydów. Numer partii idzie potem na butelkę.

Konopia jest jak wino — ten sam grunt, ten sam siewca, dwa różne lata to dwa różne produkty.

Co dalej

Kończymy wizytę przy kawie na werandzie Andrzeja. Pyta, czy widziałem już osprzęt do żniw — jeden kombajn dedykowany konopiom kosztuje tyle, co pięć lat upraw zboża, ale bez niego nie da się zebrać dużej powierzchni. "Polskie rolnictwo konopne dopiero raczkuje. Mamy świetną tradycję uprawy, ale technicznie jesteśmy 15 lat za Holandią. Następne 5 lat to będzie ogromny skok." Wracając do Lublina, mijam jeszcze trzy farmy konopne. Każda inna, każda na innym etapie sezonu.

Polska konopia ma swój moment. Wystarczy posłuchać Andrzeja, żeby uwierzyć, że to dopiero początek.

Powiązane artykuły